środa, 29 sierpnia 2012

Ślimaki na start!

Gra powstała na bazie gry PĘDZĄCE ŻÓŁWIE wydawnictwa Egmont, o której przeczytacie: TUTAJ

Dla potrzeb naszego ślimaczego tematu musiałam ją zmodyfikować - więcej o ślimakowych zadaniach

ŚLIMAKI na START!!!
Przygotowujemy planszę, po której poruszać będą się ślimaki, polami mogą być kamienie, listki - cokolwiek wymyśli Wasz maluch - powinno ich być 10 (możecie skorzystać z planszy, którą przygotowałam)
Do gry potrzebujemy figurek ślimaków - można je wykonać z zakrętek od butelek, modeliny, kamyków - tutaj też duże pole do popisu :D - ważne, by ślimaki były w następujących kolorach - czerwonym, zielonym, niebieskim, żółtym i fioletowym.

Ja zrobiłam ślimaczki z ciastoliny i zostawiłam je do wyschnięcia.

Każdy ślimak posiada swoją kartę. Każdy gracz przed rozpoczęciem gry losuje jedną kartę i nie pokazuje przeciwnikom, jaki kolor ślimaka wylosował ( z najmłodszymi dziećmi można ten etap pominąć i zawodnicy po prostu wybierają kolor ślimaczka)
Wszystkie ślimaki ustawia się na polu START.

Gramy kartami:

W oryginalnej grze figurkami porusza się wykładając karty -
zrobiłam dla siebie i dla Was zestaw 52 kart, więc możecie je po prostu ściągnąć, wydrukować i przykleić na sztywnych kartonikach. (Laminując zapewnicie swojej grze możliwość przetrwania)

karty gry rozdajemy - po 5 dla każdego gracza
reszta kart ułożona jest w zakryty stosik.

karty trzymamy w ręku, by nie widzieli ich przeciwnicy. Zaczyna najmłodszy gracz, wykłada jedną kartę i przesuwa danego żółwia o określoną liczbę pól. Można poruszać wszystkimi ślimakami, nie tylko swoim - trzeba tak kombinować, by nikt nie domyślił się jakim ślimakiem jesteśmy :P
Po każdym ruchu dobieramy kartę. Gdy karty się skończą, a żaden ślimak nie dotarł do mety, tasujemy karty i robimy nowy stosik do dobierania.
Grę wygrywa ślimak, który pierwszy dotrze do pola sałaty!

W wersji dla starszych (tak jak w oryginalnej grze) ślimak, który dociera do pola, na którym stoi już inny ślimak wskakuje mu na plecy - czyli układamy jednego ślimaka na drugim. następnie każdy ślimak porusza się do przodu i do tyłu razem ze ślimakiem, którego niesie na plecach. Tutaj wygrywa ten ślimak, który dotrze do pola sałaty na samej górze!
w tym przypadku wygrał ślimak fioletowy :) W tym momencie gracze pokazują, jakim kolorem ślimaka poruszali.

Gramy kostkami:
Jeśli nie macie drukarki można wykorzystać dwie kostki do gry:
na jednej kostce przyklejamy kółeczka z ślimakami, ślimak tęczowy - to gracz decyduje, którym ślimakiem poruszy. Na drugiej kostce przyklejamy pola: +, ++ ,-
każdy gracz rzuca dwiema kostkami i przesuwa danego ślimaka o odpowiednią liczbę pól, jeśli wypadnie

+  do przodu o jedno pole,
-  do tyłu o jedno pole
++ do przodu o dwa pola



CIEKAWOSTKA!

Ślimaki na prawdę biorą udział w wyścigu! Niewiarygodne....

Ślimaki na start!
https://drive.google.com/file/d/0B3GgUZgGypjiZjlxeXQyS0NWNkE/edit?usp=sharing


materiały dogry do śiągnięcia na dole tego posta


niedziela, 26 sierpnia 2012

Ślimak, ślimak pokaż rogi!


Moja chałupka-
to jest skorupka!
Po świecie z nią chodzę,
na jednej nodze...


Ostatnio chęć zjedzenia czegoś pysznego i drożdżowego podyktowała nam temat przewodni całego tygodnia.
Tym razem nasze zajęcia zaczęły się od buszowania w kuchni - zajęłam się przygotowywaniem drożdżowego ciasta a Julek z zaciekawieniem przyglądał się wszystkiemu i pichcił coś sobie na swojej mini kuchence :D

Podpatrzyłam, jak ćwiczył nabieranie suchego makaronu na łyżeczkę i przenoszenie ich na patelnię. Potem mieszanie w garnku i cała masa innych kuchennych czynności.
bardzo podobało mu się też zaglądanie do ciasta drożdżowego, żeby sprawdzić ile urosło.

Po tych zabawach przyszła pora, by rozruszać małe paluszki. Tym razem ćwiczyliśmy posługiwanie się klejem w sztyfcie i przyklejanie kawałków kolorowej bibuły. Do wykonania takiego ślimaka potrzebujemy jedynie talerza papierowego i "nogi" doklejonej z kolorowego papieru lub kawałków drugiego talerza. Pokazujemy dziecku jak należy smarować muszlę klejem i przyklejać bibułę. Potem już tylko czekamy na pięknego ślimaczka :D

Powtarzamy sobie znany wszystkim wierszyk o ślimaku - Julo kończy pięknie wersy i to najlepszy dowód na to, że wieczorne czytanie przynosi efekty - huraaaa
Julek włącza się też do mówienia całego wierszyka - mówi razem ze mną, oczywiście po swojemu.
Najczęściej wypowiada końcówki wyrazów, albo skraca je nie wypowiadając trudniejszych głosek - jest to zupełnie normalne dla maluchów w tym wieku. Choć wiadomo - są dwulatki, które mówią już całkiem wyraźnie. Zamiast tracić czas na porównywanie z innymi dziećmi lepiej wprowadzać dużo gier i zabaw językowych, czytać bajki, mówić wierszyki i śpiewać mnóstwo piosenek!

Ślimak, ślimak pokaż rogi
dam Ci sera na pierogi,
jak nie sera, to kapusty
od kapusty będziesz tłusty!

Julo:

Imak, imak, okaś jogi
jam je sieja ....... jogi
jak   nie  jeja ....... uśty
....... uśty jedzieś tuśty!

no mniej więcej coś takiego :) szału nie ma ale Julek bardzo lubi te nasze wierszykowe zabawy i często sam domaga się jakiegoś wierszyka. Czasem też, gdy zaczynam mówić coś, na co nie ma ochoty to mówi: "nie, to nie!"

Jeśli Wasz maluch również odbiega rozwojem mowy od rówieśników wprowadzajcie dużo wierszyków połączonych z pokazywaniem. Wasze gesty pomogą skupić uwagę dziecka na dłużej i ułatwią rozumienie tego, o czym opowiadacie.

W przypadku ślimaczka wygląda to tak:

Ślimak, ślimak  - rysuję spiralkę na dłoni Julka (można zrobić to paluszkiem wskazującym drugiej dłoni dziecka)
pokaż rogi - przystawiam palce wskazujące do skroni
dam Ci - wysuwam obie ręce przed siebie, jakbym coś na nich podawała
sera na pierogi, - łączę prawą i lewą rękę, jakbym lepiła kulkę, przekładamy je rytmicznie
jak nie sera - łączę prawą i lewą rękę, jakbym lepiła kulkę, przekładamy je rytmicznie
to kapusty - pokazuję dłońmi dużą kulę
od kapusty będziesz tłusty! - gilgoczę Julka pod paszkami i po brzuszku :D

Takie zabawy z pokazywaniem idealnie sprawdzają się w podróży, w poczekalni, sklepie - czyli wszędzie tam, gdzie maluszek nudzi się i zwykle pokazuje "różki". Mając zapas różnych znanych dziecku wierszyków i piosenek unikniemy wielu nieprzyjemnych chwil z wrzeszczącym dzieckiem pod pachą :P

Inną sprawdzoną propozycją są wierszyki rysowane - treść wiersza rysujemy po prostu na kartce kredką, paluszkiem w kaszy lub piasku albo po prostu palcem na pleckach dziecka, robiąc jednocześnie delikatny masażyk i głośno mówiąc rymowankę.

Ślimaczek (E.M. Skorek)

Pasek zamiast nóżki
a na czubku różki
tutaj mała buzia
tu skorupka duża
i już każdy wie dzieciaczek,
że to jest..... ślimaczek!

Jeśli nasze dziecko zgłodnieje warto zaproponować mu ślimaczkową przekąskę:

z chleba przygotowujemy nogi ślimaków a skorupkę z szynki, serka np. almette i plasterka sera żółtego. Można też dodać ulubione warzywa. Taka tematyczna przekąska na pewno będzie bardziej smakowała niż tradycyjna kanapka :)))
Po małej przerwie wróciliśmy z Julkiem do ćwiczeń - tym razem - kolory i liczenie do 5, które idzie Julowi już całkiem sprawnie :D

dla Julka cztery maty do ciastoliny, żeby w wolnym czasie mógł się nimi zająć. Kiedy doglądałam ślimaczków drożdżowych słyszałam, jak sam próbował mówić wierszyk o ślimaku podczas lepienia :) mój słodziak :)
Oprócz tego na Julka czekały również ćwiczenia grafomotoryczne - do rysowania po śladzie lub wodzenia paluszkiem.

A to kolejna nasza praca plastyczna - ślimak z kół. Omówiliśmy kolory, Julek pokazał największe i najmniejsze koło. Policzyliśmy ile ich jest. Muszę przyznać, że liczenie idzie mu już bardzo sprawnie :)
Mój dzielny artysta smarował koła klejem a ja je przyklejałam. Później Julo nie mógł rozstać się z klejem - poprzyklejał kolorowe koła tak, jak chciał. Potem oglądał z zainteresowaniem jak mama zaczarowała te koła w ślimaczki :)


Usiedliśmy razem przed komputerkiem i obejrzeliśmy pokaz slajdów do piosenki Fasolek Mój kolega ślimak :)

Potem pokazałam Julciowi różne zdjęcia ślimaków. Jest jeszcze za mały na dokładne zapoznanie się z kartami do lekcji trójstopniowej czy kartami naukowymi, ale z zaciekawieniem przyglądał się zdjęciom. Opisywaliśmy, która skorupka jest duża, mała, długa, krótka, ostra, okrągła, jaki ma kolor...
Julcio, choć taki mały umie pokazać, gdzie ślimak ma nogę, muszlę i czułki - to chyba całkiem nieźle jak na dwulatka :D
To nasz zestaw kart naukowych i kart do lekcji trójstopniowej - przydałyby się jeszcze prawdziwe muszle do tego zestawu! Zaczynam poszukiwania, żeby je dołączyć.
Pod spodem karty do nauki liczenia w zakresie 10 - należy zaznaczyć spinaczem właściwą cyfrę, odwrócić i sprawdzić poprawność wykonanego zadania.

Na kanale, który należy do Julcia ulubionych - Baby TV oglądamy często bajkę, której bohaterem jest właśnie - ślimak! Pasuje ona nam świetnie do ślimaczkowego tematu.... więc..... obejrzyjcie z nami, jak Tulli odkrywa świat:


Uderz w stół...a ślimaki zaczną wyłazić z każdego kąta...
Dla starszych dzieci mam też coś, do nauki języka angielskiego - odcinek Mr Snail - Pan ślimak odkrywa świat przyrody codziennie również na baby TV, nie znalazłam niestety polskiej wersji w internecie.



Doskonałym uzupełnieniem tematu będzie gra planszowa - ŚLIMAKI na START!
Grę zrobiłam na podstawie znanej gry "Pędzące żółwie", której opis znajdziecie w osobnym wpisie TUTAJ

Na razie z Julkiem gramy sobie układając karty w zakrytym stosiku. Odkrywam karty po kolei i przesuwamy do przodu odpowiedniego ślimaka. Julo ma za zadanie - odnaleźć takiego samego ślimaka, co na karcie i przesunąć go do przodu o jedno pole.
To jest taki nasz mały trening, bo już z Rany Tatą nie możemy doczekać się, kiedy Julcio dołączy do naszych rodzinnych rozgrywek!

Na zakończenie pokażę Wam, jak wyszły nasze drożdżowe ślimaczki - w końcu to od nich wziął się ślimakowy temat! Koniecznie upieczcie takie w domu - chyba nie będziecie się z tym ŚLIMACZYĆ?

Przepis na drożdżowe ślimaczki znajdziecie - TU

Materiały do ściągnięcia:

wystarczy pokolorować czerwoną kredką właściwą część.
budowa ślimaka Winniczka
ciasto mata - ślimaki
karty liczbowe klamerki
ślimak w wierszach i piosenkach
ślimaki występujące w Polsce KLT
gra planszowa ślimaki na start!
ślimaki - ulep i wpisz/wstaw liczbę

wtorek, 21 sierpnia 2012

Drożdżowe ślimaczki

Ten tydzień upływa nam w ŚLIMACZYM tempie :D i jest nam z tym bardzo dobrze. Temat przewodni bardzo spodobał się Rany Julkowi i już niedługo pokażemy Wam efekty naszej pracy.
Na początek coś, od czego zaczęła się nasza ślimacza przygoda:

Przygotowaliśmy drożdżowe bułeczki z karmelizowanymi jabłuszkami, cynamonem i rodzynkami.
Wykonanie jest niezwykle proste, więc możecie przygotować taką słodką przekąskę dla swoich mniejszych i większych łasuchów.

Przygotowujemy rozczyn:

20 g świeżych drożdży
300 ml ciepłego mleka - nie może być gorące!
łyżeczka cukru
troszkę mąki

odstawiamy w ciepłe miejsce i czekamy aż wyrośnie.

Do miski wsypujemy:
600g mąki pszennej,
pół łyżeczki soli,
60g masła (wyjętego wcześniej z lodówki),
2 jaja,
100g cukru

do tego dodajemy wyrośnięte drożdże i wyrabiamy ciasto, wkładamy je do miski, przykrywamy lnianą ściereczką i odstawiamy w ciepłe miejsce do wyrośnięcia (ok 1 - 1,5 godziny)

W tym czasie obieramy jabłka (ok 3 średnie) Ja używałam papierówek z ogródka :D Kroimy je w kosteczkę. Na patelni roztapiamy ok 2 łyżki masła i wsypujemy ok 2-3 łyżki cukru, kiedy cukier się rozpuści dodajemy jabłka, rodzynki i posypujemy cynamonem, smażymy chwilkę, tak by jabłka się nie rozpadły.
Wyrośnięte ciasto wyrabiamy jeszcze raz, ukłądamy na stolnicy i rozwałkowujemy na duży prostokąt.
Rozkładamy jabłka równomiernie i zawijamy wszystko w rulon. Ostrym nożem odkrawamy bułeczki (około 3-4cm) i układamy na blasze.
Odstawiamy bułeczki do wyrośnięcia (ok 30min)
W tym czasie nagrzewamy piekarnik do 200 stopni
pieczemy bułeczki 25-30 min aż się zrumienią

Zanim ostygną możemy polać je lukrem - ulubione zajęcie Julianka.
do filiżanki cukru pudru dodajemy łyżką wrzątek (około 2-3 łyżki) polewamy lukrem bułeczki.


Jedyną wadą naszych ślimaczków jest to, że wychodzi ich bardzo dużo i znikają szybko w niewyjaśnionych okolicznościach!

Pędzące żółwie - Raaany Julek wraca do gry!

Gra po prostu świetna - ładne wykonanie, żywe kolory i proste zasady - zachwycą się nią zarówno maluchy, jak i starsi gracze.
 
Wiek graczy: 5+ ale po uproszczeniu nadaje się już dla 3 latków

Czas gry:

20 minut


Liczba graczy:
2-5

Zawartość pudełka:
kartonowa plansza, 5 figurek żółwi z drewna, 52 karty gry, 5 płytek z żółwiami, instrukcja
Gdzie kupić:
np. TU

Producent/Wydawnictwo

Egmont, autor: Reiner Knizia

Cena:
od 50 do 60 zł

Przebieg gry:Każdy gracz losuje jeden kartonik z kolorem żółwia i nie pokazuje go przeciwnikom
wszystkie żółwie ustawiamy na polu START - jeden obok drugiego.
tasujemy karty, rozdajemy każdemu po 5 kart. każdy gracz trzyma swoje karty w wachlarzyku przed sobą i nie pokazuje ich przeciwnikom.
zaczyna najmłodszy gracz - wykłada kartę i wykonuje ruch odpowiedni żółwiem
karty z jednym "+" - do przodu o jedno pole
z dwoma "++" - do przodu o dwa pola
z "-" do tyłu o jedno pole
żółw tęczowy z "+" albo "-" to gracz decyduje którym żółwiem poruszy w przód lub w tył
żółw tęczowy z jedną strzałką - ostatni w kolejce żółw do przodu o jedno pole
żółw tęczowy z dwiema strzałkami - ostatni w kolejce żółw do przodu o dwa pola
po wykonanym ruchu gracz dobiera kartę ze stosika




wersja dla maluszków (nawet 3 latków):
wyjmujemy ze stosika kart tęczowe żówie, tasujemy karty i układamy w zakrytym stosiku obok planszy
wszystkie żółwie (lub wybrane - ja np. rezygnuję z fioletowego i gramy tylko 4 żółwiami)
na zmianę odkrywamy z dzieckiem karty ze stosika i przesuwamy właściwego żółwia ZAWSZE o jedno pole - czyli nie interesują nas + i -
kiedy dziecko opanuje już przesuwanie żółwi i rozpoznaje dobrze kolory możemy nauczyć rozpoznawania + i - i przesuwania do przodu i do tyłu
wygrywa żółwik, który pierwszy dotrze do pola sałaty.
W tej wersji nie chodzi o zawody, skupiamy się na nazywaniu kolorów, przesuwaniu pionków, co dla maluszka jest dużym wyzwaniem.

wersja dla starszych dzieci
W grze biorą udział wszystkie karty, również te z tęczowymi żółwiami.
Każdy gracz wybiera sobie żółwia w ulubionym kolorze.
Wykładamy karty i przesuwamy żółwie do przodu i do tyłu. kiedy żółw dotrze na kamień, na którym stoi już inny żółw to staje obok niego.


wersja najtrudniejsza
Gramy wszystkimi kartami, ale gdy żółw dotrze do kamienia, na którym stoi już jakiś żółw (lub żółwie) wskakuje im na plecy.
Wygrywa ten żółw, który dotrze do pola sałaty na samej górze!
Żółwie wykonują ruchy do przodu i do tyłu razem z żółwiami, które mają na plecach. trzeba wykonywać skomplikowane kombinacje, żeby uwolnić się od niechcianych towarzyszy podróży!!!

PRZEBIEG GRY Z MALUCHEM
czyli jak wychować przyszłego gracza :D


Julek ma dopiero 2,5 roku, i już nie możemy się doczekać, kiedy dołączy do nas na wieczorach gier.
No cóż, jak wszystkiego - grania trzeba dziecko nauczyć, nic nie stanie się samo - niestety :D albo na całe szczęście.

Zaczynamy od pudełka, pokazujemy jak przenieść pudełko na stolik tak, by nic się nie wysypało. Dziecko musi wiedzieć, że gra to nie zabawka, jak każda inna - muszą w niej być wszystkie części bo inaczej nie da się grać!
Najlepiej przygotować osobną półkę z grami, aby maluch nie wykorzystywał gier do swoich codziennych zabaw.
Pokazujemy, jak otworzyć pudełko, pokazujemy, co jest w środku, jak ładnie jest poukładane.
Najważniejsze, by wytłumaczyć i pokazać maluchowi, że nie można gnieść kart - trochę nam to zajęło. Za każdym razem, gdy Julo zginał kartę, zabierałam wszystko do pudełka i odstawiałam na półkę. Do tego oczywiście tłumaczenie i po jakimś czasie udało nam się! Julek obchodzi się z kartami w miarę ostrożnie i możemy zagrać w najłatwiejszą wersję.

1. Liczymy głośno żółwie - wybieram na razie 4 - czerwony, niebieski, zielony i żółty
2. ustawiamy je na STARCIE
3. Wyjmuję z talii wszystkie tęczowe i fioletowe żółwie.
4. Resztę kart tasuję i układam obrazkami w dół
5. Odkrywamy karty po kolei nazywamy kolor żółwia - Zadaniem Julka jest znalezienie tego samego koloru i przesunięcie o jedno pole do przodu
6. Odkrywamy następną kartę
7. Gdy jakiś żółw dotrze do sałaty bijemy mu brawo i "karmimy" go sałatą
8. zadaniem Julka jest schowanie gry do pudełka - złożenie planszy i włożenie wszystkich części do pudełka. Zamyka potem pudełko i odnosi na półkę
ufffff jak widzicie wychowanie porządnego gracza zajmuje trochę czasu ale korzyści są ogromne - dziecko uczy się cierpliwości, szanowania swoich rzeczy, rozwija zdolności językowe a przede wszystkim spędza aktywnie czas z rodzicem :D

Życzymy Wam wielu owocnych wieczorów gier, jeśli myślicie, że dziecko jest za małe na granie to może Raaany Julkowy przykład pomoże Wam zmienić zdanie!


środa, 13 czerwca 2012

Truskawkowa terapia

Powoli wracam... do siebie i do Was.

Chociaż tak na prawdę teraz to Wy bardziej jesteście dla mnie niż ja dla Was.
Dziękuję za wszystkie e-maile od tęskniących czytelników, nie wiedziałam, że aż tak będzie wam brakować raaany wyczynów.

Muszę jednak powrócić do Raaany bloga, choćby po to, by nie szwendać się już po forach czytając te smutne historie podobne do mojej... Serce mi pęka, jak wiele z nas musi przejść przez to wszystko... Najgorsza jest ta bezsilność i smutek, który wygląda z każdego kąta.
Gdyby nie Rany Julek chyba bym się rozpadła na najmniejsze kawałki, a tak muszę dla niego wstać, uśmiechać się, i jakoś żyć.

Jeszcze do tego w sobotę obrona pracy, nie mam siły o niej myśleć, to całe załatwianie, papiery -
EWUŚ - gdyby nie TY to już dawno bym na tych studiach zginęła, a teraz bez twojej pomocy nic by mi się nie udało zrobić. Dziękuję Ci, że jesteś, że zawsze mogę na Ciebie liczyć, że zawsze zjawiasz się wcześniej niż nawet zdążę o Tobie pomyśleć :***

Wczorajsze nieoczekiwane kibicowanie w bardzo zaangażowanym gronie pomogło mi wrócić do rzeczywistości - bolące gardło jest dla mnie bardzo cennym odkryciem i dowodem, że nadal żyję :P
DZIĘKI :D

*****


Dzisiaj próbowałam wynagrodzić mojemu dzielnemu Julkowi mojego smuta i razem powędrowaliśmy do KUCHNI. Łapanie latających akcesoriów kuchennych i ogarnianie mąki na podłodze skutecznie dało mi zapomnieć o wszystkim wokoło. Ponieważ Raaany Tata obiecał kilogram truskawek po południu zabraliśmy się za kruche babeczki i krem budyniowy. Ciasto jest bardzo proste, krem jeszcze bardziej, więc łatwo to wszystko zrobić mając takiego małego POMOCNIKA :)
Mój mini kucharz uwielbia wszystko, co może spsocić w kuchni i z wielkim zapałem zabiera się do wszystkich zadań. Ćwiczyliśmy nalewanie mleka i mieszanie w garnku - główny cel: by w garnku zostało więcej mleka niż dookoła. Muszę przyznać, że niemal został osiągnięty :P
Potem najbardziej wyczekiwana część: ugniatanie ciasta i nakładanie do foremek. Z wielkim zaciekawieniem Juliś oglądał to, co później działo się z babeczkami w piekarniku.
zgadnijcie kogo widać w szybie piekarnika???
Musiał się tym działaniem bardzo zmęczyć, bo ziewając oświadczył z poważną miną:

- Julo papa, lulu TAM!

I pokazał na swój pokoik :D no i cóż szef kuchni udał się na drzemkę a pomocnik dokończył pieczenie tych 100 babeczek (hmmm może powinnam zadzwonić do Raaany Taty i poprosić jednak o 2 kilogramy tych truskawek???)
pierwsza próba
styl elegancki
druga próba
na jaskiniowca
Przepis na .... dużo babeczek :D

1/2 kg mąki
240 g masła lub 120g masła+120g smalcu
łyżeczka proszku do pieczenia
100g cukru pudru
3 żółtka
3 łyżki gęstej śmietany

wszystkie składniki łączymy, wyrabiamy ciasto i odstawiamy do lodówki na ok 30 minut, potem wykładamy foremki cieniutko ciastem a widelcem nakłuwamy spody - zadanie w sam raz dla Julka. pieczemy 10-15 minut w 170 stopniach.

krem budyniowy:
budyń śmietankowy/waniliowy
400 ml mleka
80g masła
2 łyżki cukru
1 łyżka mąki

300 ml mleka wlewamy do garnka, rozpuszczamy w nim masło. W pozostałym części rozpuszczamy budyń, mąkę i cukier. Gdy mleko w garnku zagotuje się wlewamy budyń, mieszamy i odstawiamy do ostygnięcia.
Do ostudzonych babeczek nakładamy łyżkę budyniu i dekorujemy truskawkami. Całość można polać tężejącą galaretką (wtedy przetrwają dłużej)
U nas opcja "przetrwają dłużej" i tak jest niemożliwa, więc nie bawiłam się już z galaretką :D
Truskawkowa terapia podziałała na całą Raaany Rodzinkę i po takim deserze idziemy na dłuuuugi spacer.

wtorek, 8 maja 2012

Indiana Jones i poszukiwacze zaginionej skrzyneczki :D

Wszystkim zaniepokojonym raaany czytaczom musimy wyjaśnić w kilku słowach naszą przerwę...

Główny winowajca to oczywiście ładna pogoda, która wygania nas ciągle z domu. Nie oznacza to wcale, że nie ćwiczymy. Po prostu nie mam czasu nawet zrobić zdjęć :/

Poza tym, pisałam już w moim "stękającym" poście o decyzji, którą musiałam podjąć... iiiii - hura! hura! hura! Udało się!!! Nie mogę nic więcej napisać, oprócz tego, że jestem baaaaaaardzo szczęśliwa. Jak tylko będę wiedziała coś więcej na pewno się pochwalę :DDD

Kolejny zaprzątacz maminej głowy to niestety praca dyplomowa.... yyyyghhhh
Kończę właśnie studia podyplomowe i na zaliczenie muszę nagrać film z prowadzonych przeze mnie zajęć logopedycznych. Cóż na razie poluję na aktora/aktorkę. Chciałam nagrać Juliana ale mój synuś chyba wyczuwa obecność kamery i robi wtedy wszystko tylko nie to, o co go poproszę... Muszę pogodzić się z tym brakiem parcia na szkło i poszukać bardziej ogarniętego modela lub modelki :DDD

Tak na zakończenie dopadł nas jeszcze jakiś wstrętny wirus, który od raaany taty przeskoczył na mnie i Julka i do tej pory odczepić się nie chce...

Napiszę Wam króciutko o tym, jak spędziliśmy nasz wyjazd majówkowy - uwielbiam takie wypady!!!
Od zeszłego roku bawimy się w GEOCACHING - nie wiem kochani na ile orientujecie się w temacie, bo ja byłam kompletnie zielona dopóki mnie Osa z Dysią nie "uświadomili" :PPP

Zabawa jest niesamowita! Opiszę Wam, zwłaszcza tym, którzy nigdy się nie bawili. Jest to pomysł na aktywne spędzenie wakacji dla całej rodzinki, motywator do odkrywania coraz nowszych pięknych miejsc i idealny sposób na odkrycie w sobie ukrytego głęboko Indiany Jonesa.

Zaczynamy wchodząc na stronę  http://www.opencaching.com/pl/
Potem klikamy na przewodnik po geocachingu dla początkujących.
Wszystko zostało w nim dokładnie opisane:

"Geocaching jest grą wymyśloną przez piratów. No może, nie do końca, ale zdecydowanie się do tego przyczynili. Legenda głosi, że piraci ukrywali swoje skarby i oznaczali miejsce aby je później móc odnaleźć. Geocaching działa w ten sam sposób – tylko zaawansowana technologia wyniosła zabawę na całkowicie wyższy poziom."

Geocaching polega na szukaniu skrzynek ukrytych przez innych użytkowników w ziemi (innych miejscach) Na stronie internetowej podane są współrzędne GPS danego miejsca ukrycia a także opis tego miejsca, często zdjęcia, wskazówki zagadki do rozwiązania... Ile istnieje skrzynek tyle pomysłów...
miejsce ukrycia skrzyneczki

Tyle geocacherów a taka malutka skrzyneczka :P
Często też dostępny jest spoiler, czyli zdjęcie miejsca ukrycia skarbu.
Aby bawić się potrzebujemy jakiegoś urządzenia z GPS np. telefonu ( dla wielu skrzynek nie jest to jednak niezbędne) Przed wyruszeniem na poszukiwania, szukamy w domu ciekawych miejsc, które chcemy odwiedzić... np. w drodze na wakacje. Zapisujemy wszystkie ważne informacje, wskazówki. Tu mogą nam pomóc dzieci - mogą założyć specjalny zeszyt, lub prowadzić jakieś archiwum w komputerze.
My zapisujemy to wszystko na komputerze, łącznie ze zdjęciami i zabieramy ze sobą małego laptopa. Jeśli mamy dostęp do internetu to skrzynek możemy szukać na bieżąco - ale cóż nie liczyłabym na to, poza tym marnujemy wtedy cenny czas, a dzieciaki się niecierpliwią :P

Kiedy już dotrzemy na miejsce, dobrze mieć ze sobą odpowiedni "sprzęt". Skrzynki nie są zakopane głęboko, ale szpadelek trzeba mieć, może też być kawałek bardzo sztywnego drutu, lub jakiś szpikulec do nakłuwania. Wtedy łatwiej zlokalizować taką skrzynkę. nie zawsze jednak musimy kopać. Często skrzynka ukryta jest w dziupli, w korzeniach drzewa, w stercie liści, pod parapetem, czasem przyczepiona na magnes do znaku drogowego....

Hihi kiedyś nad morzem raaany tata z zawzięciem skopał cały teren wokół znaku drogowego, stoczył walkę z pokrzywami a skrzyneczka dyndała spokojnie nad jego głową właśnie na znaku drogowym :PPP

A teraz o tym, co to te skrzyneczki - to pudełeczka od najmniejszych takich po filmie do aparatu po naprawdę spore pudła. W środku znajduje się logbook, czyli książeczka do której wpisują się ci, którzy odkryli skrzyneczkę (data + nazwa użytkownika)
W skrzynkach często znajdują się różne drobiazgi - małe figurki, breloczki, zabawki. Jeśli chcemy możemy zabrać taki gadżet ze sobą ale w zamian musimy włożyć coś od siebie. Dobrze więc przed wyruszeniem poprosić dziecko o zgromadzenie jakiś malutkich rzeczy na wymianę. To jest bardzo fajny moment dla dzieciaków - dla nich te rzeczy to najprawdziwsze skarby!!! W logbooku dopisujemy, co wyjmujemy i co wkładamy do skrzyneczki: np. out-breloczek in-figurka smerf :)
To nasz pierwszy historyczny
wypad geocachingowy -
Dream Team w akcji!!!
Potem musimy ukryć skrzynkę w tym samym miejscu, uważając, by postronne osoby tego nie zauważyły. Głupota ludzka bowiem nie zna granic... takie osoby nie znając zasad geocachingu niszczą lub po prostu wyrzucają skrzynki.

Czasem zdarzy nam się spotkać GEOKRETA, czyli gadżet, do którego przyczepiona jest karteczka z numerem, nazwą właściciela etc. takiego geokreta również możemy wyjąć ze skrzynki ale trzeba go przenieść do innej i zarejestrować ten fakt na stronie internetowej. Możemy wtedy obejrzeć na mapie drogę, jaką pokonał dany geokret. Zdarzyło nam się przenosić geokreta, który zwiedził już cały świat :DDD

Po powrocie do domu zaznaczamy, że ją odkryliśmy. Czasami trzeba podać jakieś hasło, które było w skrzynce, może to być imię, data, odpowiedź na pytanie itd.
W ten sposób gromadzimy coraz więcej zdobytych skrzyneczek i po pewnym czasie mamy możliwość tworzenia i ukrywania własnych skrzyneczek!!! Jeśli znacie jakieś miejsce warte odwiedzenia i chcecie polecić je innym geocacherom - załóżcie tam skrzynkę. Dzieci mogą szukać informacji o tym miejscu, dowiedzieć się czegoś o jego historii... To na prawdę niezwykła lekcja :D

Dla nas geocaching stał się miłym urozmaiceniem wyjazdów. Skutecznie wygania całą rodzinę z domu na dłuuugie godziny, pozwala aktywnie spędzić czas, uczy orientacji w terenie, pozwala odkryć nowe ciekawe miejsca i nauczyć się czegoś o ich historii. Nie da się ukryć, że to jest po prostu świetna zabawa zarówno dla małych, jak i dużych!!!
Majówkę spędziliśmy w spalskich lasach, byliśmy na pikniku i w bunkrze kolejowym w Konewce :D

jedni woleli legendy...
drudzy adrenalinkę...
Okazało się jednak, że miejsce ukrycia tej skrzynki nieco nas zaskoczyło...
Najmłodszy geocacher :D
Odkryliśmy 3 skrzyneczki, miło spędziliśmy czas i wypiknikowaliśmy się za wszystkie czasy!!! Pozdrawiamy i ściskamy całą ekipę!!!

Bawiliście się już w GEOCACHING? Napiszcie coś, by zachęcić innych!!!
Jeśli nie, to mam nadzieję, że obudziłam w was duszę poszukiwaczy skarbów!
Ahoj przygodo!